FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Galerie    Rejestracja   Profil   Zaloguj 
Forum Koński Świat Strona Główna
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości


Idź do strony 1, 2  Następny
 
Nowy Temat   Odpowiedz Nasze konie <- Forum Koński Świat Strona Główna
Autor Wiadomość
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Sob 20:30, 18 Lis 2006 Powrót do góry

ROMEO



"mieliśmy galopować na parkurach, skskać jak nawyżej..."
taką przyszłośc nam wszyscy wróżyli. To właśnie ja miałąm na nim startować. Przygotowania do sezonu szły pełną parą, to miały być jego wielkie sukcesy....
Co prawda początkowo LL-ki, bo koń kończył 3 lata za niedługo....
Pod koniec wakacji miał isc swoej pierwsze zawody, potem juz tylko coraz wyżej.



Miał to coś, wielkie serce i zapał do skoków, już od początków skakał płoty, i wszystko co było można uznać za przeskzodę.
Myśleliśmy, że nic nie moze nas zatrzymać...

9 września 2006 kiedy to wieczorem wróciliśmy z zawodów zaczęła się choroba... Było cięzko, podejrzewali kolkę, ptoem skręt jelit, walczyliśmy o niego do końca, robiliśmy co było można....
Niestety... pomimo tego,że było lepiej 12 września Romeo pogalopował na odległe pastwiska na których wspomina juz tylko dawne stado...

;(


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 20:37, 18 Lis 2006 Powrót do góry


Polski koń szlachetny półkrwi
ur. 09.05.2001r.
o. Iterb po Davidoff
m. Lady Lider po Lider

Po długiej i ciężkiej walce musiałam pożegnać Lancastera – odszedł w sobotę 14 października 2006 r.


Dziękuję wszystkim, ktorzy wspierali mnie w tym trudnym okresie i których pomoc i serce były dla mnie wielką pociechą.


Jestem ogromnie wdzięczna Basi Maj za wielkie zaangażowanie i opiekę weterynaryjną w początkowym okresie jego choroby, dziękuję również doktorowi Pawłowi Golonce, który wraz ze swoim personelem w klinice w Gliwicach walczył o jego życie przez dwa tygodnie. Dziękuję Gosi Skowrońskiej i Gosi Kabale, które wspierały mnie bardzo w tych ciężkich dniach. Dziękuję wszystkim moim przyjaciołom z klubu i nie tylko, których słowa i gesty współczucia i solidarności znaczą dla mnie tak wiele.


Niestety nie udało się nam wygrać z podstępną i ciężką chorobą, chociaż do tej pory trudno mi się z tym pogodzić.


Lancaster urodził się w 2001 r. w stajni Gosi Skowrońskiej, właścicielki Stajni „Za Tamą” w Jarnołtówku. Miał szczęśliwe dzieciństwo i młodość, co było widoczne w jego zachowaniu i ufnym charakterze. Kiedy zostałam jego właścicielką w grudniu 2004 r., był wesołym konikiem „rozrabiaką”, zawsze skorym do zabawy, ale niezwykle przyjaznym, szczerym i ufnym w stosunku do człowieka. Uwielbiał zabawę i radosne brykanie z innymi końmi po padoku, gdzie godzinami „naprzykrzał się” i nieustannie prowokował do zabawy najpierw Banderasa, a potem Nila, łapiąc za kantar, skubiąc i podskakując.


Jego radość i zamiłowanie do ruchu objawiały się również w czasie jazdy, niejednokrotnie zdarzało się, że ruszał radosnym galopem, brykając wesoło ze mną na grzbiecie. Lecz jazda na nim była wielką przyjemnością – był jednym z tych koni, które mają w sobie to „coś” – żywiołowość i temperament, niewymuszoną lekkość i radość ruchu – co sprawia, że praca z nimi jest tak ekscytująca.


Lancaster od początku wyróżniał się naturalnym talentem do skoków. Pod fachowym okiem Gosi Kabały rozwinął swe umiejętności i zachwycał świetną techniką skoku i wspaniałą pracą zadu. Wielu fachowców, oglądając go na zawodach, prognozowało mu wielką karierę. Dla mnie najważniejsze było, że skakał z wielkim zaangażowaniem i przyjemnością – co było widoczne na parkurze, gdzie radośnie galopował, z brykaniem zmieniając nogi i „latając” wysoko ponad przeszkodami. Oboje uczyliśmy się i robiliśmy błędy, lecz oboje cieszyliśmy się każdym treningiem i każdym przejechanym parkurem. Powoli zaczęliśmy tworzyć coraz bardziej zgrany duet, miałam wrażenie, że Lancaster rozumiał każde moje słowo i gest. Ufałam mu w stu procentach, i myślę, że on ufał mnie.


Przy swoim temperamencie i żywiołowości Lancaster był koniem bardzo bezpiecznym, który nigdy nie zrobił mi żadnej krzywdy. Jego brykanie w czasie jazdy nigdy nie spowodowało mojego upadku, również pomimo że w czasie czyszczenia i siodłania bardzo lubił sie kręcić, rozglądać i rozrabiać, nigdy mnie nawet przypadkiem nie nadepnął, nie uderzył ani nawet nie potrącił, był tak niezwykle delikatny i uważny. Spadłam z niego tylko raz – gdy potknął się na przeszkodzie o drąg, upadając na nadgarstki. Pomimo, że upadek był dość nieszczęśliwy – wpadłam prosto pod jego kopyta – tak uważał, żeby mnie nie podeptać, że skończyło się tylko na jednym siniaku.


Niedługo przed jego chorobą byliśmy na przepięknym spacerze w słoneczny letni dzień. Galopowaliśmy po leśnych drogach, a potem po wielkim ściernisku. Lancaster był wesoły jak zawsze, biegł chętnie i swobodnie z tym swoim radosnym brykaniem, które tak uwielbiałam. To była dla mnie wielka radość, nie wiedzałam wtedy, że to nasz ostatni taki beztroski spacer.


I takim chcę go pamiętać – szczęśliwego i radosnego. Wierzę, że biega gdzieś po boskich zielonych pastwiskach – wolny i szczęśliwy.... Zasłużył na to – mój kochany koń i przyjaciel. Najlepsze konie idą przecież do nieba...


Małgorzata Besz – Janicka
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Sob 21:07, 18 Lis 2006 Powrót do góry

no okropne jest to gdy sie traci konia


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Sob 21:13, 18 Lis 2006 Powrót do góry

a co było Lancastrowi tak wogóle ?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 21:14, 18 Lis 2006 Powrót do góry

Nie wiem.. Ale chyba coś co się powoli rozwija,,, a później koń nagle umiera...
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Sob 21:18, 18 Lis 2006 Powrót do góry

okropnosc ja niumiem sobie wyobrazic co ja zrobie jak mi kon umrze


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 21:32, 18 Lis 2006 Powrót do góry



Mimo, że wydaje się, że był mały, był on "wielki". Nigdy nikogo nie kopał, nie był wredny i nie dokuczał...

Kiedy jednak osiągnął swój wiek, stado go odrzuciło. Sam sobie radził Smile Zawsze chodził ze spuszczona szyją i prosił się o głaskanie Smile Szukał przyjaciół u ludzi... I ich znalazł. Byli to między innymi: Ja, Gazellasta, Pati, Martyna, Laura, Lula, Jenny, Nina, Karolina i Sylwia Smile

Mimo, że był stary lubił galopować. W 2005 roku, do stajni przybył nowy kucyk, o imieniu Martin Smile Był on okropnie ułożony, jednak bronił Tuptusia i Mikrusa Smile Tuptuś (niewdzięczny Razz) jednak nie lubił Martina, jednak przyjmował jego pomoc i ochronę dość dobrze Smile W styczniu 2006 roku zmarł ze starości..

Był wesołym i kochanym konikiem... Zawsze mi bedzie go brakowało..
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Sob 21:33, 18 Lis 2006 Powrót do góry

a ile miał lat ten kucyk


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 21:38, 18 Lis 2006 Powrót do góry

21 Sad Miał prawo umrzeć...
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Sob 21:39, 18 Lis 2006 Powrót do góry

no gazella ma 22 i chodzi pod klijętami


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Dorka
Masztelerz



Dołączył: 30 Cze 2006
Posty: 580
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Śląsk

PostWysłany: Sob 22:06, 18 Lis 2006 Powrót do góry

Eh... piękne koniki i z tego co opisujecie mądre i pojętne...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 22:08, 18 Lis 2006 Powrót do góry

Nie wiem czemu, ale umarł ze starość Sad Szczerze to szczelałam. Miał może więcej lat kiedy umarł..
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Nie 7:27, 19 Lis 2006 Powrót do góry

Albo jakąs ukrytą chorobę.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Nie 15:44, 19 Lis 2006 Powrót do góry

Też możliwe, ale raczej ze starości... Sad
Gazellasta
Adminka ;]



Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1596
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Katowice

PostWysłany: Nie 22:36, 19 Lis 2006 Powrót do góry

Tuptus wlasnie mial ochwat...i zostal tez przez niego uspiony.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Pon 6:30, 20 Lis 2006 Powrót do góry

no to zmienia bieg rzeczy...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 13:14, 20 Lis 2006 Powrót do góry

wiecie co, ja nie mogę czytać takich opowiadań, bo zawsze mi łzy lecą... to jest takie smutne gdy odchodzą takie piękne zwierzęta... Sad
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Pon 18:00, 20 Lis 2006 Powrót do góry

zgadzam się z toba ja narazie nie moge myslec o tym że mi koń kiedys umrze


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
*Nika*
Forumowicz boss :*



Dołączył: 19 Gru 2005
Posty: 1194
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: *Katowice*

PostWysłany: Wto 15:51, 21 Lis 2006 Powrót do góry

niestety życie jest tak skonstruowane ,że prędzej czy później będziemy musialy pożgenać konie, które kochamy. ja już starcilam dwa konie, które byly dla mnie ,kims więcej niż zwierzakami.

pierwszym koniem ,którego musialam pożegnać byla Liza. piękna, mloda, niesamowicie inteligenta klacz. jedyna w swoim rodzaju. poznalam ją 1997 roku. mialam wtedy 8 lat...Lizka byla kilkumiesięcznym dzieciakiem. pokachalam tego malego, rozbrykanego konika od pierwszego wejrzenia. los chcial ,ze zaczęlam się nią opiekować. od tego pięknego, zimowego dnia bylyśmy nierozlączne. teraz już wiecie dlaczego tak lubię zime... razem dorsatalysmym, uczylyśmy się, poznawalyśmy nawzajem. życie toczylo się jak w filmie. Lizka wyrosla na piękna klacz. bylam z niej niesamowice dumna. lata mijaly nam na wspólnym obijanu się. w końcy nadszedl ten wielki dzień zajeżdżania smarkatej. padlo na mnie. patrząc na to z perspektywy czasu stwierdzam ,że bylo to bardzo niedpowiedzialne posunięcie. przecież ja kompletnie nie potrafilam jeździć. ale wtedy to nie bylo ważne. kochalam ją i wierzylam ,że nic się nie stanie. zufalam jej. milość zrobila więcej niż umiejętności. można powiedzieć ,że zaufaniem nadrabialam brak wiedzy Wink tak jak myślalam: Lizka nic nie zrobila. od tej pory galopy po polach, skoki przez przeszkody i rowy staly się dla nas codziennością. czulam ,że coś mocnego nas wiąże. byla to nic przyjaźni, milości, zrozumienia. wydawalo mi się ,ze nic nie może jej przerwać. minęly dwa lata od zajeżdżania Lizki. skoki wychodzily nam calkiem nieźle. mialy zacząć się nasze wspólne starty. jednak los chcial inaczej. nie pozwolil mi dlugo nacieszyc się naszym szczęćiem. Lizka poważnie zachowrowala. męczyla się 3 dni. po 3 dniach nastąpila poprawa. myślalam ,że Lizka zostanie ze mną. jednak ona wybrala inną drogę. bylam przy niej w ostatniej dordze życia. nie potrafilam się z tym pogodzić. pamiętam jak zrzucala z siebie koce w szaleńczym galopie. wiedzialam gdzie biegnie...wiedzialam ,ale nie chcialam w to uwierzyć. w końcu zrozumialam...Lizka się poddala. koń tak silny, energiczny podjąl taką decyzję. na początku w rozpaczy krzyczalam, myślalam ,że wariuje. jednak bylam przy niej...zrozmuialam jej decyzję. chcialam aby do konca ktoś przy niej byl. oczy piekly od placzu. 7 marca w nocy Lizka odeszla...
wtedy zaczęlo się moje pieklo. przestalam jeździć konno, zalamalam się. z rozpaczy się rozchorowalam.bylo ze mną nie za ciekawie...życie stracilo sens. nie potrafilam się odnaleść...

resztę opowiem później...wspomienia wrócily i nadal bolą...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Wto 20:28, 21 Lis 2006 Powrót do góry

okropnosc ale teraz masz aronie


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
*Nika*
Forumowicz boss :*



Dołączył: 19 Gru 2005
Posty: 1194
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: *Katowice*

PostWysłany: Śro 16:23, 22 Lis 2006 Powrót do góry

tak. mam Aronię i się z tego bardzo ciesze. jednak nic nie jest w stanie wynagrodzić straty ukochanego konia...nawet nowy, własny koń...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Gazellasta
Adminka ;]



Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1596
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Katowice

PostWysłany: Śro 17:00, 22 Lis 2006 Powrót do góry

Lizka byla pieknym koniem.

Nika, a na co padła?


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
*Nika*
Forumowicz boss :*



Dołączył: 19 Gru 2005
Posty: 1194
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: *Katowice*

PostWysłany: Pią 15:45, 24 Lis 2006 Powrót do góry

zapalenie płuc.
jedyna fotka Lizki, którą mam na kompie.

Crying or Very sad

jednak tak, jak wspominałam powyżej to nie koniec mojej końskiej hostorii...
gdy starciłam Lizę przestałam jeździć konno. długo to trawało. dzięki pewnej osobie zrozumiałam ,że nie mogę zrezygnować z koni. przecież były częścią mojego życia, większą częścią. postanowiłam wrócić do stajni. zajmowałam się końmi ,ale nie chciałam na nich jeździć. w końcu się przełamałam. pierwszym koniem, którego dosiadłam po tym zdarzeniu była Orchea. więszość z Was ją zna. wtedy coś sprawiło ,że pokochałam tego konia nad życie. mimo ,że nie zastapiła mi Lizy, zapełniła pustkę po niej. jazda znowu zaczęła sprawiać mi przyjemność. myślałam ,że ja czegoś uczę tego konia. jednak było na odwrót. ona na nowo uczyła mnie końskich zachowań, uczyła mnie przyjaźni konia do człowieka. nazywałam ją Fafikiem, gdyż chodziła za ludźmi jak pies. nie sądziłam ,że kiedys tak bardzo pkocham konia po raz kolejny...jednak to co dobre szybko się kończy. za dużo szczęścia mnie spotkało bo dostałam konia, miałam Orcheę i ogólnie fajnie było. jednak dla równowagi musiałam coś starcić. tym razem padło na Orcheę. klaczka umarała niedawno na kolkę. dostała jej w nocy...ponownie świat mi się zawalił. do tej pory jest mi bardzo, bardzo ciężko. mimo ,że mam konia, śmieję się i żartuje w sercu czuje ogromną pustkę...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Pią 20:50, 24 Lis 2006 Powrót do góry

szkoda orchey a ta lizka była sliczna


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Pią 21:20, 24 Lis 2006 Powrót do góry

tak cierpienie się zdarza... Niewiarygodne a jednak - mój Romeo i Orchea od Niki poszły w jeden dzień, w ten sam dzień razem pogalopowały do końskiego nieba....

orchea była śliczna.... Widziałam ją parę dni przed śmiercią..


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
jaźwiec-agata
Fanatyk



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 933
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: katowice

PostWysłany: Pią 21:34, 24 Lis 2006 Powrót do góry

przynajmniej nie były samotne


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Gazellasta
Adminka ;]



Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1596
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Katowice

PostWysłany: Pią 23:07, 24 Lis 2006 Powrót do góry

szkoda mi ich Sad I to w ten sam dzień...to nie był przypadek...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Eureka
Niepokonany...:]



Dołączył: 29 Gru 2005
Posty: 2371
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ruda Śląska / Banderoza

PostWysłany: Sob 6:42, 25 Lis 2006 Powrót do góry

no chyba nie był... Sad
i dlatego chciałam poejchać w Omedze jak najlepiej, dla niego, dla Romea !
Tak jak jechalibyśmy tu razem za rok, ewentualnie za dwa...
Ale niestety nie udało się... :9 Wyszło jak wyszło, zawiodłam Go ;(


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Nillasta
Gość






PostWysłany: Sob 10:36, 25 Lis 2006 Powrót do góry

Gdybym ja straciła Nila, to nie wiem co by się stało.... ;(
Gazellasta
Adminka ;]



Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1596
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Katowice

PostWysłany: Sob 15:49, 25 Lis 2006 Powrót do góry

Ale Eureka nie molas przewidziec warunkow w Omedze na zawodach.A on napewno jest wdzieczny za to jechalas to dla niego :*


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Strona 1 z 2
Nowy Temat   Odpowiedz Idź do strony 1, 2  Następny

 
Skocz do:  


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Play Graphic Theme

Regulamin